Scena Relax skradła moje serce! Wrażenia ze spektaklu „Abonament na szczęście”
Wczoraj miałem przyjemność odwiedzić Scenę Relax – prywatny teatr i przestrzeń kulturalno-rozrywkową mieszczącą się w Warszawie przy ulicy Złotej, w budynku dawnego, kultowego kina Relax. Szczerze mówiąc, dowiedziałem się o tym miejscu dopiero teraz (lepiej późno niż wcale, prawda?) i ogromnie dziękuję mojej żonie, że mnie tu zabrała – co dokumentuje poniższe zdjęcie zrobione w foyer podczas przerwy w spektaklu. Wybraliśmy się na „Abonament na szczęście” oparty na twórczości Agnieszki Osieckiej. To, co tam przeżyłem, sprawiło, że po prostu nie mogłem się powstrzymać przed przelaniem moich myśli na ekran.
Kiedy od pierwszego dźwięku dzieje się coś niezwykłego
Do tej pory myślałem, że kiedy idzie się do teatru muzycznego, normą jest, iż pierwsza piosenka lub dwie brzmią słabo. Byłem przekonany, że człowiek musi po prostu dać sobie czas na przyzwyczajenie się do akustyki, a ekipa techniczna do nagłośnienia sali (takie odczucia miałem w przeszłości m.in. w Teatrze Roma, gdzie też trzeba było chwilę poczekać, aż ucho się zaadaptuje).
Okazuje się, że wcale tak nie musi być! Podczas „Abonamentu na szczęście” już od pierwszych sekund doświadczyłem czegoś niesamowitego. To, co zobaczyłem i usłyszałem od pierwszych sekund, było tak niesamowicie spójne z moją wrażliwością, że natychmiast pochłonęło mnie całkowicie. Od pierwszych do ostatnich minut – pełna perfekcja.
Kulisy techniczne: praca, której nie widać
Jako osoba zawodowo związana z muzyką i dźwiękiem, jestem niezwykle wyczulony na wszelkie kwestie techniczne – miks, interpretację, czystość wokalną emisję głosu czy dykcję. Moje uszy automatycznie rejestrują każdą niedoskonałość, dlatego tym większe wrażenie robi na mnie sytuacja, w której wszystko – od pierwszego do ostatniego dźwięku – zagra po prostu perfekcyjnie.” Oglądając ten spektakl, doskonale zdawałem sobie sprawę, ile setek godzin prób i gigantycznej pracy całego zespołu stoi za tym, żeby wszystko brzmiało tak czysto i selektywnie. Niestety, myślę że większość widzów w ogóle nie jest świadoma tego, jak gigantyczny wysiłek kosztuje przygotowanie tak dopracowanej formy. Moi uczniowie coś o tym wiedzą.
Tymczasem kontrast z innymi miejscami bywa bolesny. Niedawno byłem w Studio Buffo na spektaklu “100 Lat Polskiej Piosenki” i byłem tak negatywnie zaskoczony, że aż zrobiło mi się przykro. Nie byłem w stanie zrozumieć nawet 60% treści płynącej ze sceny, może przez problemy techniczne lub głuchego realizatora. Mimo że artyści w Buffo są przecież świetni! To był po prostu koszmar.
W Scenie Relax zetknąłem się z czymś wręcz przeciwnym. Wszyscy artyści byli absolutnie doskonali. Zespół muzyczny w składzie: Tomasz Betka (fortepian), Radosław Łukaszewicz (kontrabas) i Michał Piotrowski (perkusja) grał z niesamowitym wyczuciem, subtelnie i perfekcyjnie. Wokale były klarowne, czyste, z fenomenalnymi wielogłosami, piękna harmonią. Olga Bończyk zaśpiewała „Na zakręcie” w sposób po prostu przecudowny, a cała obsada (w tym Anastazja Simińska, Agata Walczak, Kamil Dominiak oraz gościnnie jako głos w radiu Piotr Fronczewski) zachwyciła kunsztem woklanym i perfekcyjną dykcją.
Scenografia, światła i spójność całości
Nie sposób nie wspomnieć o warstwie wizualnej. Świetna scenografia, spójna choreografia i – co niezwykle ważne – przepięknie zaprojektowane światła w tej scenografii stworzyły idealny klimat, który potęgował odbiór całego spektaklu. Wszystko było tu dopięte na ostatni guzik.
Co ciekawe, oglądając ten spektakl, poczułem też wielką radość z innego powodu. Jakość dźwięku, którą my sami staramy się dawać naszym słuchaczom podczas koncertów w Fabryce Endorfiny, stoi – jak się okazuje – na równie wysokim, bezkompromisowym poziomie. W każdym razie osobiście mam dokładnie takie odczucia.
Ten spektakl dał mi potężną dawkę inspiracji i obudził we mnie chęć, by w kolejnych edycjach Cotygodniowych Warsztatów Wokalnych wrócić do czegoś, co już kiedyś robiliśmy z grupą środową z super efektem – do małych form scenicznych i mikro-spektakli. Czas najwyższy do tego powrócić! W naszych miniaturowych warunkach na pewno będzie to spore wyzwanie logistyczne i twórcze, ale pamiętając, jak fantastycznie to wychodziło, wiem, że satysfakcja będzie ogromna.
Scena Relax stała się właśnie moim ulubionym teatrem.
Na pewno wrócę tu niejeden raz!
Zachęcam do obejrzenia Abonamentu, naprawde warto. https://scenarelax.pl/wydarzenie/abonament-na-szczescie/
Na sam koniec, żeby zderzyć te wszystkie artystyczne zachwyty z prozą życia – czas na krótki moment sponsorowany przez twardą rzeczywistość, bo pasja pasją, ale rachunki same się nie opłacą...
Moje indywidualne lekcje śpiewu zapewne nie zaprowadzą każdego od razu na deski warszawskich teatrów muzycznych, ale z pewnością pomogą odkryć pełnię Waszego głosu, popracować nad perfekcyjną dykcją, czystością i świadomością brzmienia. W Studio Fabryka Endorfin na warszawskiej Woli uczymy się dokładnie tego – a patrząc na to, jak często pośród znakomitych wokalistów pojawiają się na polskich scenach nazwiska mi doskonale znane z naszej Fabryki, wiem, że warto! Jeśli czujesz, że chcesz popracować nad swoim głosem, wskoczyć na wyższy poziom techniczny lub po prostu zacząć swoją muzyczną przygodę w profesjonalnych warunkach – zapraszam na moje zajęcia wokalne!
Pozdrawiam
Damian


Komentarze